niedziela, 18 czerwca 2017

U-know 2/3 (TVXQ)

"You're my Oppa"







Wiśnie pięknie wyglądały o tej porze roku. Niezależnie od chwili, dnia czy nocy, prezentowały idealny obraz dla ludzi szukających relaksu lub romansu. Wystarczył jedynie delikatny powiew, by różowe płatki dały się porwać rytmom i zatańczyć na wietrze. Dodawało to magicznego uroku całej okolicy i nie miało nawet znaczenia miejsce, w którym się to działo. Aleja parkowa, asfaltowa droga prowadząca aż do przejazdu kolejowego, czy teren liceum.
Był już późny wieczór. Godzina dwudziesta. Panował półmrok. Latarniane światła zaczęły już swą pracę i rozjaśniały znajdujące się między budynkami ciemne zakamarki. Odgłos stawianych przez Ciebie kroków odbijał się echem po okolicy. Wydawało się, że jesteś jedyną osobą, która o tej godzinie przebywała na mieście. Zupełnie niespodziewanie wydawało się opustoszałe.
Przystanęłaś przy bramie wejściowej szkoły. Spojrzałaś na budynek opierając dłoń o kolumnę, która łączyła ze sobą każdą część ogrodzenia. Westchnęłaś cicho zastanawiając się czy Twoje przybycie było dobrą decyzją. Zignorowanie wiadomości o spotkaniu też jednak nie należało do najlepszych rozwiązań. Pokręciłaś głową ze zrezygnowaniem. Skoro już tu przyszłaś, to nie było sensu się wycofywać. Wzięłaś głęboki oddech i ruszyłaś w stronę wspomnianego w SMS-ie miejsca spotkania. 
Kwitnąca wiśnia, o której była mowa znajdowała się w środku, między szkołą a bramą wyjściową. Otoczona była niewielkim terenem zieleni, którą wykańczała kostka brukowa ułożona na wzór okręgu. Wokół drzewa zostały także zamontowane ławki o murowanych nogach i drewnianych siedzeniach, również w owalnym kształcie. To właśnie na niej zasiadłaś usadawiając dłonie na kolanach. Byłaś pierwsza, a przynajmniej tak to wyglądało. Czułaś jak Twój żołądek przechodzi nerwowe skurcze. Spojrzałaś na swój strój. Czy ubrałaś się w ogóle odpowiednio?
Jasnoniebieski sweter, którego lewy rękawek był zsunięty z ramienia, odsłaniając je wraz z obojczykiem. Towarzyszyła mu biała spódniczka i białe buty converse z niebieskimi sznurówkami. Włosy zostawiłaś rozpuszczone, bowiem jeszcze kilka godzin temu Teki robiła Ci masę warkoczyków, dzięki czemu miałaś fale zamiast prostych ciemnobrązowych pasm. Zrobiłaś delikatny makijaż, kolorystycznie pasujący do Twojego stroju i założyłaś długie kolczyki o różnokolorowych kryształkach, którymi zawsze się bawiłaś, kiedy na kogoś czekałaś, lub popadałaś w zadumę.
Wyglądałaś choć odrobinę ładnie? 
A czy to w ogóle miało znaczenie, skoro to spotkanie było efektem Twojego podstępu, który zastosowałaś na wycieczce szkolnej?
- Więc jednak przyszłaś. - usłyszałaś znajomy melodyjny głos.
Obróciłaś się w stronę, z której dochodził. Ujrzałaś mężczyznę wychodzącego z cienia drzewa. Miał na sobie jasne dżinsy, biały t-shirt i zarzuconą na to ciemnoniebieską dżinsową kurtkę. Bordowe włosy były poczochrane i w lekkim nieładzie, jakby wielokrotnie przeczesywał je dłonią. Czy to w geście nadmiernie gromadzących się pogmatwanych myśli?
Jego błyszczące oczy o kolorze ciemnej nocy wpatrywały się w Ciebie ze skupieniem. Na ustach mimo wszystko widniał delikatny uśmiech, przez który niejednej dziewczynie w szkole miękły kolana. Byłaś jedną z niewielu, która potrafiła tę chęć w sobie powstrzymać. 
Patrzyłaś jak mężczyzna podchodzi do Ciebie i zatrzymuje się, usadawiając obok na ławce. Uśmiech na jego twarzy wydawał się poszerzyć, zupełnie jakby wasza bliskość była dla niego czymś radującym serce. A może taką miałaś idealną wizję w swej głowie? To tylko sen?
- Przyznaję, że niełatwo było mi podjąć tę decyzję. - powiedziałaś z niepewnym uśmiechem.
Spuściłaś głowę spoglądając na dłonie, których palce kurczowo miętoliły materiał spódniczki.
- Wydawało mi się, że lepiej będzie, jeśli po prostu zignoruję Twą wiadomość. Po dłuższym zastanowieniu doszłam jednak do wniosku, że nie chcę pozostawić tego wszystkiego bez jakichkolwiek wyjaśnień, a przede wszystkim... przeprosin. - wyjaśniłaś, a każde słowo wypowiadałaś cichutko, choć na tyle głośno, by mógł wszystko dosłyszeć.
Chciałaś dodać coś jeszcze, ale jedynie zdołałaś w tym celu rozchylić usta. Dłoń mężczyzny wylądowała na Twych własnych zaciskając palce w łagodnym, ciepłym uścisku. Podniosłaś nieśmiało wzrok spotykając się z jego pochłaniającym Cię spojrzeniem.
- Nie musisz nic więcej mówić. - powiedział ciepło, zupełnie jakby nie było żadnego problemu.
- Jak to...? - wyszeptałaś, nie rozumiejąc jego zachowania.
Chłopak westchnął i spojrzał przed siebie.
- Changmin mi wszystko wyjaśnił. - odrzekł krótko.
Odwróciłaś wzrok przypominając sobie incydent, w którym jego przyjaciel odkrył Twoją tajemnicę. Faktycznie, wszystko mu wtedy wyjaśniłaś, by nie doszło do dalszych nieporozumień, chociaż i tak nie zdołałaś ich uniknąć. Teraz byłaś nawet wdzięczna mężczyźnie, że omówił tę sytuacją z Yunho. Oszczędził Ci wstydliwych wyznań, choć obawiałaś się, że Changmin mógł sam nagadać, iż uczucie jakim darzył Cię praktykant nie było jednostronne.
- Mimo wszystko... nadal powinnam Cię przeprosić. - powiedziałaś i wstałaś z ławki, by przystanąć tuż przed chłopakiem. Nie czekając na jego reakcję, pokłoniłaś się przyciskając ręce do swej talii. - Przepraszam. Z całego serca... przepraszam. - dodałaś trwając w bezruchu.
Odpowiedziała Ci cisza. 
To było niepokojące.
- Zawsze wyznawałem zasadę, że wiele mogę kobiecie wybaczyć, ale nie kłamstwo. - usłyszałaś nagle.
Wydawało się, że serce, które dotychczas tak szybko Ci biło, właśnie otrzymało bolesny cios, tworząc na nim niewielkie pęknięcie. Czy zaraz całkowicie się rozpadnie?
- Wiem jednak, że zrobiłaś to z jakiegoś konkretnego powodu. - dodał Yunho i westchnął, wstając z ławki. - Przyjaźń powinna mieć swoje granice, chociaż wygląda na to, że dla Ciebie jest ona tak ważna, że potrafisz je przekraczać. Nawet jeśli oznacza to kłopoty. - dopowiedział, chwytając Cię delikatnie za ramiona, by następnie wyprostować Twe ciało. 
Dopiero teraz mogliście sobie spojrzeć w oczy. To musiało wyglądać komicznie, zwłaszcza, że był od Ciebie o wiele wyższy. 
- Więc... wybaczysz mi? - dopytałaś niepewnie, bowiem nie mogłaś zrozumieć, czy jego słowa oznaczają przebaczenie czy może są początkiem roztropnego i jak najmniej bolesnego pożegnania.
- Nawet jeśli zostałem w pewnym sensie podstępnie oszukany... To wciąż Twój czyn wydaje mi się bardzo szlachetny. - powiedział, gładząc Twe ramiona w czułym geście.
Odwróciłaś wzrok, nie potrafiąc dłużej patrzeć mu w oczy. Były pełne blasku, a jego uśmiech wciąż Cię onieśmielał. 
- Poza tym... Nie mogę Cię winić za to wszystko, skoro zostałaś oszukana tak samo, jak ja. - dodał po chwili, wprawiając Cię w nie lada zdumienie. 
Popatrzyłaś na niego pytająco, w nadziei, że usłyszysz jakieś wyjaśnienia.
Mężczyzna westchnął cicho, przestając się teraz uśmiechać. Spojrzał gdzieś w bok, jakby miał tam znaleźć odpowiedni zestaw słów do tego, co chciał Ci zaraz przekazać. 
- Twoja przyjaciółka... - zaczął niepewnie i przygryzł dolną wargę.
Mimo, że zrobił to w akcie zdenerwowania, a żołądek wydawał Ci się za moment eksplodować z przejęcia, to wciąż nie mogłaś się oprzeć myśli, jak seksownie wyglądał.
- Aish, jak to wyjaśnić. - powiedział niezadowolony i poczochrał się po głowie.
Jeszcze chwila, a będziesz zmuszona usiąść.
Te jego wszystkie gesty, które wykonywał odwracały uwagę od poważnego tematu, który był do przegadania.
- Wiedziałem o uczuciach Teki. - powiedział nagle, wyrwawszy Cię tym samym z Twojego sennego marzenia.
- Co? - wydukałaś jedynie, unosząc brwi w oznace zdumienia.
- Wyznała mi wszystko kilka dni przed wycieczką. 
Twoje źrenice rozszerzyły się pod wpływem szoku, jakiego właśnie doznałaś. Nic Ci o tym nie wspomniała. Dlaczego...?
- Powiedziałem jej, że jestem nauczycielem i nie mogę wdawać się w romanse z uczennicami. Już wielu uczennicom to powiedziałem, ale tylko z tą miałem wielki problem. - kontynuował, unosząc niepewnie kąciki swych ust. Czy próbował się przepraszająco uśmiechnąć? 
- Nalegała, że to tylko praktyki, nie faktyczny zawód. Dla mnie jednak nie ma zbyt wielkiej różnicy. Sam musiałem uważać, kiedy byłem przy Tobie... - tu zawiesił głos, drapiąc się po karku w geście zakłopotania. - Postanowiłem więc zaczerpnąć innego argumentu... że jest już ktoś, kto wzbudził moje zainteresowanie. 
Rysa, która jeszcze przed chwilą pojawiła się na Twym sercu, zagoiła się na samo wspomnienie o słowach, które powiedział Ci na wycieczce Changmin. Delikatny rumieniec wdarł się na Twe policzki. Miałaś jednak nadzieję, że nie jest to zbyt widoczne.
- Wtedy nastąpiło coś, czego się nie spodziewałem. - kontynuował Yunho. - Pytania. - dodał, wiedząc, że zbyt zagadkowo mogło to zabrzmieć. - Dopytywała, kim ona jest, czy to nauczycielka jakaś, czy może jednak uczennica. Ja... nie potrafię kłamać. Oszustwo jest czymś bardzo złym, ale w niektórych sytuacjach powinienem się go nauczyć użytkować, chociażby w takich, jak ta. Może wtedy nie domyśliłaby się przez moje zająknięcia, że jednak w oko wpadła mi uczennica. Możliwe, że przez jej następne dopytywania, nie zorientowałaby się, że chodzi o jej klasę. - tu zamilkł na chwilę i westchnął. 
- Nie wierzę... Teki... - wyszeptałaś zdezorientowana.
- Może obserwowała moje zachowanie... Nie wiem, ale wydaje mi się... że domyśliła się kto jest osobą, która zawróciła mi w głowie. - powiedział ostrożnie dobierając słowa. 
Zaczerwieniłaś się bardziej. Najwyraźniej nie umknęło to uwadze mężczyzny i mimo, że obróciłaś głowę w bok, ten pochwycił Twój podbródek i zwrócił Twą twarz ku sobie, by móc Ci się przyjrzeć.
- Zaintrygowałaś mnie. Nie będę tego ukrywać. Zresztą, wiesz to. - szepnął i obdarzył Cię łagodnym, ciepłym uśmiechem.
- Nie wiem, czy jest kobieta, która potrafiłaby Ci się oprzeć. - odrzekłaś żartobliwie, choć miałaś nadzieję, że domyśli się po tym stwierdzeniu, że i Ty sama byłaś nim zainteresowana. 
Chłopak zaśmiał się cicho i dźwięcznie. 
- Może to niezbyt ładnie zabrzmi, ale nie bardzo mnie to obchodzi. W tej chwili jestem ciekaw odczuć jednej konkretnej kobiety. - powiedział, lustrując Cię bacznie swym spojrzeniem. - Na razie jestem nauczycielem stażystą w tej placówce, więc randkowanie jest zabronione... Nie śmiałbym Cię prosić, byś zaczekała na koniec roku i moment, kiedy przestanę być poddanym temu rygorystycznemu zakazowi, ale... nie mogę się oprzeć myśli, że mógłbym mieć jednak ku temu nadzieję. 
Twoje rumieńce zaraz wypalą policzki. Najmocniejszy odcień czerwieni tkwił właśnie na nich. Słowa mężczyzny były wypowiadane delikatnym półszeptem, co wyjątkowo oddziaływało na zmysły. 
- Wolałbym jednak znać prawdę. Czy ta nadzieja jest warta świeczki? - zapytał wprost, patrząc na Ciebie wyczekująco.
Pokiwałaś głową, nie zastanawiając się nawet przez chwilę.
- Chcę Cię poznać. Ta wycieczka nie dała mi na to szansy tak, jakbym tego w rzeczywistości chciała. - odrzekłaś, nieco nieśmiało. - Jestem skłonna poczekać. - dodałaś, świadoma, że do końca roku szkolnego nie zostało jakoś dużo czasu. - To tylko zaostrzy moją ciekawość. - dopowiedziałaś z rozbawieniem.
Yunho uśmiechnął się szeroko, po czym odetchnął, jakby z ulgą, że tak pozytywnie rozpatrzyłaś jego prośbę. Uradowany pogładził Twe ramiona, nie przestając pochłaniać Cię wzrokiem.
- Czy przez krótki moment, możemy zapomnieć o granicy jaka nas dzieli i pozwolisz się przytulić? - zapytał.
- Pytasz mnie o to pod budynkiem szkoły? - odpowiedziałaś pytaniem na pytanie, nie potrafiąc przy tym nie parsknąć śmiechem.
- Tak, to faktycznie głupio wyszło. - odparł, wtórując Twemu śmiechowi.
- Ale nie mam nic przeciwko tej krótkiej chwili zapomnienia. - szepnęłaś, obdarzając go czułym uśmiechem. 
Chłopak był wyraźnie zachwycony Twoimi słowami. Jego dłonie momentalnie zmieniły swe położenie. Jedną ręką ujął Cię w talii, a drugą objął pod łopatkami. W tej jednej chwili wtuliłaś swój policzek w jego tors, mogąc napawać się zapachem jego hipnotyzujących perfum. Słyszałaś jego bicie serca, która wydawało się działać tak uspokajająco. Usadowiłaś dłonie na jego plecach, zaciskając niepewnie palce na materiale jego ubrania, jakby w obawie, że ta odrobina zapomnienia szybko dobiegnie końca.  





~




Weszłaś do budynku, zatrzymując się kilka kroków po przekroczeniu jego murów. Rozejrzałaś się, marszcząc brwi. Miałaś dziwne wrażenie, że uczniowie szepczą między sobą wbijając w Twą sylwetkę swe spojrzenia. Cichli i znikali z pola Twego widzenia, kiedy spoglądałaś w ich stronę. To było dziwne. Wzruszyłaś ramionami, uznając, że może to kwestia jakiejś szkolnej strony plotkarskiej, która uwielbiała mieszać z błotem wszystkich inaczej ubranych niżby chcieli.
Weszłaś po schodach na pierwsze piętro. Ujrzałaś wielką grupkę uczniów, kłębiącą się przy głównej tablicy ogłoszeń. Czyżby jakaś ciekawa reklama? Nowy koncert jakiegoś szkolnego bandu? A może kolejny dziwny przepis ze strony dyrekcji? 
Zatrzymałaś się w połowie drogi do wywieszki, bowiem spojrzenia uczniów padły na Twą osobę. Nagle cały korytarz ucichł. To było czymś nienaturalnym i to pewnie w każdej szkole. Popatrzyłaś po zebranych z nieukrywanym zdziwieniem, a zarazem nadzieją, że może ktoś łaskawie się odezwie. Złudnie.
Uczniowie rozeszli się w sobie wyznaczonych kierunkach, pozostawiając Ci wolną drogę do źródła zainteresowania. Zdziwiona podeszłaś do niej i wtedy wszystko stało się jasne. Otworzyłaś szeroko oczy, nie potrafiąc uwierzyć w to co widzisz. Na tablicy ogłoszeń wisiała kartka A4 z doczepionym do niej zdjęciem. Widniała na niej kobieta, obejmowana przez mężczyznę. Wszystko pewnie wydawałoby się w porządku, gdyby nie fakt, że chodziło o uczennicę i nauczyciela na stażu. Co gorsza, to byłaś Ty i Yunho. 
Serce zaczęło bić Ci szybciej, a wszystko przez strach. Jak wielu już to widziało? Gdzie jeszcze wisiała ta przestroga o niedozwolonym romansie jaki miał miejsce w szkole? Czy kogokolwiek obchodziło, jaka była prawda i czy ktoś w ogóle w nią uwierzy? I co miałaś teraz zrobić?
- ____________. - usłyszałaś nagle za sobą.
Obróciłaś się, stając twarzą w twarz z przewodniczącą szkoły. Nie wyglądała na zadowoloną. 
- Ja to wszystko wyjaśnię... - zaczęłaś, jednak dziewczyna uciszyła Cię gestem dłoni.
- Nie mnie będziesz się tłumaczyć. - szepnęła i obróciła się, tym samym dając Ci do zrozumienia, że masz podążyć jej śladem. 
Westchnęłaś cicho, domyślając się gdzie zaprowadzą was nogi. Dłonie drżały Ci nieprzerwanie, nawet gdy zaciskałaś palce na mankietach koszuli swego mundurka. Czas jakby zwolnił. Przyspieszony oddech wydawał się być głośniejszy od niejednej pracującej nad ranem kosiarki. 
Nawet nie zauważyłaś, kiedy zatrzymałyście się przed gabinetem dyrektora. Spojrzałaś na drewniane drzwi, które wydawały się być teraz wielkie niczym mosiężne wrota prowadzące do mrocznego zamku. Przełknęłaś ślinę w geście zdenerwowania. 
Przewodnicząca szkoły otworzyła drzwi przed Tobą i wskazała dłonią, byś weszła do środka.
- Powodzenia. - mruknęła, choć słyszałaś ogromną niechęć w jej głosie.
Już wiedziałaś, że nie masz co liczyć na jej wsparcie. W jej oczach byłaś na straconej pozycji. Skinęłaś głową, jedynie w geście grzecznościowym i przekroczyłaś próg gabinetu. Miałaś wrażenie, że drzwi zamykają się za Tobą w zwolnionym tempie, skrzypiąc niczym w jakimś nawiedzonym domostwie. 
Twym oczom ukazał się dyrektor, który siedział za biurkiem i lustrował Cię surowym spojrzeniem. Przy oknie, bokiem do Ciebie stał wicedyrektor ze splecionymi za plecami rękoma. Jego wzrok znad okularów wydawał się pochłaniać coś za oknem nieprzerwanie. Przy alfabetycznie posortowanej biblioteczce znajdował się Changmin, wodząc wzrokiem po podłodze. Ku Twemu zdziwieniu przed biurkiem znajdowały się dwa krzesła i jedno już zajęte. Otworzyłaś szeroko oczy, widząc, że ze spuszczoną głową siedzi tam nie kto inny, jak Yunho. 
- Dzień dobry. - przywitał się dyrektor.
Odpowiedziałaś na przywitanie nieśmiałym szeptem. 
Czy faktycznie był tak dobry?
- Proszę, zajmij miejsce. - powiedział, wskazując dłonią na wolne krzesło. 
Przytaknęłaś skinięciem głowy i zrobiłaś wedle jego słów. Zacisnęłaś palce na swych udach, nie potrafiąc spojrzeć w stronę siedzącego obok Ciebie mężczyzny. 
- Zapewne domyślasz się dlaczego zostałaś tu wezwana. - usłyszałaś znów surowy głos dyrektora.
Przytaknęłaś jedynie. Nie było powodów, by kłamać. Mimo, że byłaś przestraszona, postanowiłaś stawić czoła problemom. 
- Nie zrozum nas źle. Jest to sprawa, którą trzeba niezwłocznie wyjaśnić. - odezwał się nagle zastępca dyrektora. 
Podniosłaś w jego stronę wzrok, a wszystko przez łagodność w jego głosie. Spoglądał na Ciebie zza oprawek z delikatnym uśmiechem. Wydawał się bardziej wyrozumiały od szefa placówki. - Ma to znaczenie zarówno dla szkoły, jak i dla was dwojga. - dodał, tym samym kierując wzrok ku siedzącemu mężczyźnie.  
Przytaknęłaś znowu. Nie potrafiłaś nic z siebie wydusić. 
- Czy Pan Jung zmuszał Cię w jakiś sposób do schadzek?
Zmarszczyłaś brwi, słysząc pytanie dyrektora. Spojrzałaś na niego zdziwiona, a zarazem oburzona. Przecież mówiliście o Yunho. Ten anioł to by nawet muchy nie skrzywdził, ale miałby namawiać uczennicę do nielegalnych spotkań?
- Pan żartuje, tak? - zapytałaś po chwili, nie potrafiąc się powstrzymać od pokazania swego obruszenia.
- Odpowiadaj na zadane pytanie. - odrzekł surowo siedzący przy biurku mężczyzna. Swą intonacją dość dosadnie dawał znać, że nie znosi sprzeciwu.
- Nie zmuszał. - odpowiedziałaś po dłuższej chwili milczenia.
- Jesteś pewna? Może podczas przerw nagabywał byś została w klasie, a potem molestował? - kontynuował temat dyrektor.
To zaczynało się robić coraz bardziej irytujące. Zacisnęłaś mocniej palce na materiale spódnicy, przez co aż knykcie Ci zbielały. Naprawdę wierzyli w to co mówią?
- Jeśli boisz się odpowiadać na te pytania w jego obecności, możemy go wyprosić na ten czas z gabinetu. - odezwał się wicedyrektor, znów obdarzając Cię łagodnym uśmiechem.
Grali w dobrego i złego glinę?
Pokręciłaś głową. Nie widziałaś problemu w tym, że Yunho siedział obok. Zwłaszcza, że te pytania były dla Ciebie po prostu głupie. To brzmiało niczym jakaś historyjka wyssana z palca.
- Nic takiego nie miało miejsca. - powiedziałaś stanowczo.
Miałaś nadzieję, że ton Twojego głosu ich przekona. Wbiłaś uważne spojrzenie w dyrektora, jakby z nadzieją, że wasz kontakt wzrokowy zdoła zyskać na wiarygodności.
- Molestowanie uczennic jest wbrew pozorom powszechnym tematem. Nie musisz się obawiać, że cokolwiek wyjdzie na jaw. Twoje dane zostaną utajnione w razie zgłaszania sprawy na policję. - odezwał się wicedyrektor, jakby w ogóle nie dosłyszał tego, co przed chwilą powiedziałaś.
Słyszałaś ciche parsknięcie ze strony Changmina. On sam pewnie miał dość wysłuchiwania tych bzdur. I czemu Yunho tak potulnie tego wysłuchiwał?
- Po co zadajecie mi pytania, skoro najwyraźniej moja odpowiedź w ogóle was nie interesuje? - spytałaś powoli tracąc cierpliwość.
- Nie sądzisz, że to trochę bezczelne pytanie z Twojej strony? - odpowiedział dyrektor, mierząc Cię srogim spojrzeniem.
Przygryzłaś dolną wargę. Miał rację. To było niestosowne, ale w tej chwili trudno Ci było zapanować nad emocjami.
- Mam dziwne wrażenie, że próbujecie go w robić w molestowanie uczennicy. - powiedziałaś wprost.
Obaj praktykanci spojrzeli na Ciebie ze zdziwieniem. To był pierwszy raz, kiedy Yunho skierował ku Tobie swój wzrok, odkąd weszłaś do tego pomieszczenia.
Dyrektor warknął coś cicho pod nosem, a jego zastępca uniósł dłonie w uspokajającym geście.
- Źle nas zrozumiałaś. Może to tak wyglądało na pierwszy rzut oka, ale musieliśmy zadać te pytania. Często ofiary takich czynów są zastraszane lub zawstydzone tym, do czego zostały zmuszone. Trudno im o tym opowiadać, dlatego chcieliśmy zapewnić, że nie masz się czego bać. Zadbalibyśmy o odpowiednią ochronę i pomoc. - wyjaśnił wicedyrektor.       
  - Dziękuję, ale jeszcze raz powtarzam, że nie ma takiej potrzeby. - odpowiedziałaś, troszeczkę się uspokajając.
Dyrektor westchnął i pomasował skronie, zupełnie jakby miał za sobą męczący i pełen pracy dzień. W rzeczywistości rozmawialiście zaledwie kilkanaście minut.
- Przyznajesz się więc do romansu  z nauczycielem? - usłyszałaś po chwili.
Więc teraz to tak? Skoro nie udało się oskarżyć jego, postanowili wrobić was oboje?
- Nie. - odpowiedziałaś krótko.
Wicedyrektor  przeszedł kilka kroków, przystając po drugiej stronie biurka. Spojrzał na Ciebie z wciąż widniejącym na twarzy łagodnym uśmiechem, jakby został mu na wieczność do gęby przyklejony.
- Więc to zdjęcie to photoshop? - dopytał.
Rozchyliłaś usta, jednak nie zdążyłaś nic powiedzieć.
- Nie. - usłyszałaś szept Yunho.
Spojrzałaś na niego przygryzając dolną wargę. Czasem mógłby się przemóc i skłamać. Przecież tu chodziło o jego pracę. Mógł zostać całkowicie odsunięty od stanowiska, albo nawet jak się postarają, straci zdolność do wykonywania zawodu.
- Więc świadomie i dobrowolnie wdałaś się z nim w romans? - spytał dyrektor.
Miałaś dziwne wrażenie, że w jego głosie słychać było kpinę, a za razem radość, że i taką pyskatą dziewczynę uda mu się zniszczyć.
- Nie było żadnego romansu. - mruknęłaś z przekąsem.
- Czy nauczyciel nie może czasem przytulić uczennicy? Niejednokrotnie płaczą i wylewają przy nas swe żale. To żaden grzech taką kruchą istotę pocieszyć. Każdy czasem potrzebuje wsparcia. - wtrącił Changmin, który do tej pory milczał.
- Moglibyśmy wziąć to pod uwagę, gdyby nie czas zdarzenia. - powiedział wicedyrektor.
Wydawało się, że zrobił to w bardzo przepraszającym tonie, iż teoria mężczyzny się tu nie sprawdzi.
- Takie rzeczy dzieją się w czasie przerw międzylekcyjnych. Nie po szkole i to w godzinach wieczornych. - mruknął dyrektor, unosząc nieco wyżej swój podbródek, jakby chciał w ten sposób pokazać, że to on jest tu górą. - O tej porze nie potrzebują wsparcia nauczyciela, a raczej rodzica lub przyjaciół.
- Dlaczego nie dopytujecie o osobę, która zrobiła zdjęcie? - spytałaś, w pewnym sensie zmieniając temat. - Czy nie powinno się go złapać za naruszenie prywatności? Donos wcale nie czyni z innych bohaterów.
- Domyślam się, że żywisz do niego urazę. Przecież waszym schadzkom właśnie nastał kres. - mruknął dyrektor.
Widziałaś jak kącik ust mimowolnie uniósł mu się ku górze. Był zadowolony i to bardzo.
- Dlaczego po jednym ujrzanym zdjęciu zakładacie, że mamy romans? - zapytałaś, przenosząc swój wzrok na wicedyrektora.
- Otrzymaliśmy informację, że podczas ostatnio zorganizowanej wycieczki podawałaś się za ucznia płci męskiej. - powiedział wicedyrektor. 
Drgnęłaś mimowolnie słysząc to.
- Czy nie po to, by mieć dla siebie więcej czasu z... - tu dyrektor urwał, nie chcąc użyć słowa "kochanek".
Twoje źrenice rozszerzyły się pod wpływem szoku. O tym incydencie wiedziały tylko cztery osoby - Ty, Changmin, Yunho i...
- Nie wierzę... - wyszeptałaś ledwo słyszalnie.
Spuściłaś głowę.
Czy to możliwe, by Twoja przyjaciółka doniosła o tej przebierance? Teraz trudno to będzie wyjaśnić, chyba, że Teki potwierdzi Twoją historię.
- Jest osoba, która może potwierdzić, iż nie ma to nic wspólnego z romansem. Ten... wybryk miał coś innego na celu. - powiedziałaś niepewnie.
- Niby co? - prychnął dyrektor.
- Poproście tu moją przyjaciółkę, a wszystko wam wyjaśni. Nazywa się...
- Teki, czyż nie? - przerwał Ci mężczyzna, uśmiechając się złowieszczo. - Sama się do nas zgłosiła, twierdząc, że ją zastraszaliście.
- Co takiego?! - zawołałaś oburzona, praktycznie wstając z krzesła pod wpływem szoku. Oparłaś z hukiem dłonie o biurko dyrektora, przez co ten aż podskoczył zaskoczony. - Jaja sobie robicie?!
- Spo-spokojnie... Chcemy to załatwić łagodnie, dobrze? - wydukał wicedyrektor, znów unosząc dłonie w uspokajającym geście.
Warknęłaś cicho i niechętnie wróciłaś na swoje miejsce.
- O ile mi wiadomo, istnieje też coś takiego jak domniemanie niewinności. - powiedziałaś, krzyżując ręce na biuście.
- Mamy świadków, którzy twierdzą, iż wiedzieli was razem na spacerach, czy w kawiarniach. - powiedział wicedyrektor.
Prychnęłaś cicho, uśmiechając się mimowolnie.
- Jasne. A my byliśmy tak durni i przejęci swą miłością, że nie przyszło nam do głowy się ukrywać. - odparłaś, nie przejmując się już ile w tym bezczelności.
- Każdy popełnia błędy. Sęk w tym, by móc wyciągnąć z nich wnioski i więcej ich nie popełniać.
- Tak, już ja o to zadbam... i będę lepiej dobierać przyjaciół. - szepnęłaś, bardziej do siebie, niż do niego.
W gabinecie zapadła cisza, którą przerwał dyrektor swym westchnieniem.
- Z bólem serca muszę Cię zawiesić w prawach ucznia, do czasu wyjaśnienia tej sprawy. Panie Jung, pana dotyczy to samo w kwestii nauczania. Proszę się nie pojawiać na razie w szkole, dopóki nie zostanie pan wezwany na ewentualne przesłuchanie w tej sprawie.
Pokręciłaś głową z niedowierzaniem, parsknąwszy przy tym cicho śmiechem.
- Jak uczniowie mają wam ufać, skoro przy takich sytuacjach chowacie głowę w piasek i zamiast faktycznie szukać winnego, wybieracie sobie kozła ofiarnego i zamykacie sprawę. - mruknęłaś, wstając z krzesła.
- Jak śmiesz... - warknął dyrektor, również podnosząc się ze swego miejsca.
- Jak? To proste. - odparłaś, siląc się na uśmiech. - Nie mam już nic do stracenia. - po tych słowach skierowałaś się do wyjścia, nie żegnając się nawet z obecnymi tam. Wyszłaś i nie omieszkałaś przy tym trzasnąć drzwiami.
Przystanęłaś przy oknie, które było na przeciwko i oparłaś dłonie o wewnętrzny parapet. Opuściłaś głowę, starając się powstrzymać łzy.
Zawieszona w prawach ucznia. Wrobiona przez przyjaciółkę, której tak ufałaś i starałaś się pomóc. Pociągnęłaś za sobą niewinną osobę, która stała się ofiarą zemsty osoby, której kiedyś zawierzyłaś tak wiele sekretów.
Czy to zły sen?




~





Spojrzałaś na wyświetlacz telefonu. Znowu Yunho. Odrzuciłaś połączenie. Nie potrafiłaś z nim teraz rozmawiać. Czułaś się winna tego, w jakiej znalazł się sytuacji. Powolnym krokiem kierowałaś się w stronę mieszkania. Już chyba od dwóch godzin tak próbujesz tam dotrzeć. Bałaś się stanąć twarzą twarz z tą, która była za to odpowiedzialna.
Przystanęłaś, gdy znalazłaś się na piętrze, przed odpowiednim wejściem. Wzięłaś głęboki wdech i sięgnęłaś do klamki. Nacisnęłaś ją i pchnęłaś drzwi, które ustąpiły, wpuszczając Cię do środka. Zatrzymałaś się jednak po zrobieniu zaledwie dwóch kroków. W przedpokoju stała Twoja walizka oraz torba podróżna. Była zapełniona Twoim bagażem.
- O, wróciłaś. Dobrze. - usłyszałaś głos swej dawnej przyjaciółki, która wyszła z Twojego pokoju, trzymając w dłoniach jedną z wielu Twych bluzek.
- Co to ma wszystko znaczyć? - wyszeptałaś, bliska upustu swych emocji.
- Nie widać? Wyprowadzasz się. - odparła Teki, wzruszając ramionami i przewracając oczami. - Resztę rzeczy odbierzesz później. I tak nie dałabyś teraz rady zabrać się ze wszystkim. Znaj moją łaskę. - powiedziała tak, jakbyście były sobie zupełnie obce.
Pokręciłaś głową z niedowierzaniem.
- Dlaczego...? Czemu niszczysz mi życie? Przecież byłyśmy przyjaciółkami...
- Byłyśmy. - powtórzyła Teki, siląc się na cierpki uśmiech. - To najtrafniejsze w tym zdaniu słowo.
- Czemu mi to robisz? - powtórzyłaś, czując ukłucie w sercu po tym, co przed chwilą usłyszałaś.
- O błagam. Nie rób z siebie takiej niewinnej sierotki, dobra? - odparła Teki, przewracając oczami i kręcąc głową.
Nie poznawałaś jej. Była taka oziębła i perfidna w słowach. Bił od niej chłód i niechęć. Gdybyś nie wiedziała, że nic nie zawiniłaś, pewnie przez jej brzmienie i wizerunek uwierzyłabyś we własne grzechy.
- Od początku podobał Ci się Yunho. Myślisz, że nie przyznając mi się i udając, że Cię nie rusza to umknie mi ten fakt? W dodatku nawet nie kręciłaś się wokół niego, a i tak ten dupek wybrał Ciebie. Co za żenada. Gdzie on miał oczy?
- Więc teraz jest dupkiem? Bo nie odwzajemnił Twoich uczuć? - odparłaś, chcąc zabrzmieć przy tym karcąco, jednak nie byłaś pewna czy przez Twój drżący głos nie wyszło inaczej.
- Kochana, ja zawsze dostawałam to czego chciałam. Nie widzę innej opcji. - powiedziała Teki, uśmiechając się nieco łagodniej, choć było to formą żalu wobec Ciebie, niżeli faktycznie przejawem łagodności.
- Więc postanowiłaś nas wrobić w romans?
- A wy daliście się podejść. Dwie owieczki zagonione w ślepy zaułek przez drapieżnego wilka. - zażartowała Azjatka, wyraźnie rozbawiona. - Wiedziałam, że jesteś na tyle naiwna w swej przyjaźni, że posuniesz się do złamania zasad, byle mi tylko pomóc. Na początku planowałam zemsty tylko na nim, ale... myśl, że po ukończeniu szkoły moglibyście sobie żyć szczęśliwie? Nie mogłam do tego dopuścić, wiesz?
- A więc już przy wymyślnym podaniu się za Twojego brata miałaś zaplanowane zniszczenie naszych reputacji?
- Pięknie to sobie wszystko wymyśliłam, prawda? - zapytała retorycznie, zaklaskawszy w dłonie, jakby gratulowała samej sobie. - On straci prawa do nauczania, a Ty nie mając gdzie się podziać, nie kontynuując nauki, wrócisz do swojego zapyziałego kraju i nic was więcej nie połączy. Kto wie... może jeszcze uda mi się pocieszyć zrozpaczonego pana profesora. - te ostatnie słowa dodała z nutką kpiny w głosie i zaśmiała się cicho.
Nie poznawałaś jej. To nie była osoba, która otoczyła Cię rodzinnym ciepłem i troską. To był jakiś potwór. A Ty właśnie stałaś się jego ofiarą.




~




Westchnęłaś siedząc na schodku prowadzącym do klatki, w której jeszcze niedawno mieszkałaś. Opierając łokcie na podkurczonych kolanach, usadowiłaś podbródek na rozwartych dłoniach, wpatrując się w przed siebie. Po Twojej prawej znajdowała się walizka, a na niej leżała torba.
Dokąd miałaś pójść? Zadzwonić do mamy i jej wszystko wyjaśnić?
Ukryłaś twarz w dłoniach. Wolałabyś się obudzić z tego koszmaru.
- ___________ !
Drgnęłaś, słysząc znajomy głos. Powoli podniosłaś głowę, spoglądając znad palców na dyszącego przed Tobą mężczyznę. Pochylił się nieco do przodu i oparł ręce na udach, by łatwiej mu było zaczerpnąć powietrza.
- Co Ty tu robisz? - wydukałaś zdziwiona.
- Nie odbierałaś moich telefonów. - powiedział ledwo łapiąc oddech. W końcu wziął głęboki wdech, by uspokoić płuca i wyprostował się. - Martwiłem się, wiesz?
- Wybacz... - szepnęłaś skruszona i odwróciłaś wzrok.
Po tym wszystkim, co się wydarzyło i co przez Ciebie przechodził, on nadal myślał o Tobie, zamiast zająć się własnymi problemami.
- Jak mnie znalazłeś?
- Chyba zapomniałaś, że miałem dostęp do waszych danych osobowych.
- Czy to nie podchodzi pod stalking? - spytałaś unosząc brew ku górze.
- Cóż, na pewno byłby ze mnie całkiem przystojny prześladowca. - zażartował Yunho, chcąc Cię jakoś rozweselić.
Uśmiechnął się szeroko i poczochrał się po głowie.
Twe kąciki ust uniosły się ku górze. Nie mogłaś się powstrzymać. Przynajmniej na moment, bo ta radosna chwila nie trwała zbyt długo.  
- Wyprowadziłaś się?
Spojrzałaś na swoją walizkę.
- Coś w tym stylu... - szepnęłaś krótko w odpowiedzi.
Prawda była taka, że zostałaś postawiona przed faktem dokonanym, nie mając nawet możliwości wyrażenia swego zdania. Z drugiej strony, może to i lepiej. Nie potrafiłabyś mieszkać z nią pod jednym dachem, więc pewnie i tak byś się wyniosła, choćby i spać pod mostem.
- Masz gdzie się zatrzymać?
Pokręciłaś głową.
- Więc zostań u mnie.
Podniosłaś wzrok, patrząc na niego nie tylko ze zdziwieniem, ale i pytająco.
- Mówisz poważnie? - spytałaś i uniosłaś brwi, widząc jak z pełną determinacją kiwa głową. - W tej sytuacji, kiedy wszyscy myślą, że mamy romans, Ty proponujesz mi wprowadzenie się do Twojego mieszkania? Nie sądzisz, że to tylko pogorszy sytuację?
- Nie mam zamiaru nie przesypiać nocy i zamartwiać, gdzie się podziewasz, czy jesz i czy masz dach nad głową. Wynająłbym dla Ciebie jakiś pokój w hotelu, albo znalazł tanią kawalerkę, ale pieniędzy ode mnie tym bardziej nie przyjmiesz, prawda? - dopytał, na co zaraz uniosłaś dłoń.
- Dobra, to fakt. Wtedy wyglądałoby to jeszcze gorzej. - mruknęłaś i zarumieniłaś się delikatnie. - Ale... nie chciałabym sprawiać kłopotu. Już i tak masz dużo problemów przeze mnie...
- Nie przez Ciebie, a pewną uczennicę, która nie znosi porażek. A teraz chodź, zanim dostaniesz wilka od siedzenia na tym zimnym kamieniu. - powiedział, wyciągając ku Tobie dłoń.
Uśmiechnęłaś się rozczulona jego troską i przy jego pomocy wstałaś z kamiennego schodka. Chłopak zarzucił sobie torbę na ramię, a w dłoń pochwycił uchwyt walizki i ruszyliście chodnikiem w stronę jego dzielnicy.
Może jednak była nadzieja na lepsze jutro?







______________________________________




Tak, wiem. Długo mnie nie było.
Bardzo Was za to przepraszam!
Planowałam coś dodać w październiku i przez następne nawet miesiące, ale nie wyszło.
Praktycznie dziewięć miesięcy...
Urodziłam więc nowy scenariusz?
Nie, dobra. Bo kolejne wnioski mogą być jeszcze dziwniejsze.
Do sedna!
Mam nadzieję, że jesteście mi skłonni wybaczyć tę nieobecność (jak zawsze, bo przecież to nie pierwszy raz z mojej strony... ;_;).
Jak widać znowu moje plany legły w gruzach, bo zamiast skończyć serię z U-Know, to jeszcze ją rozszerzyłam. 
Tak czy siak, wena mi wróciła! 
Liczę, że Nala będzie mnie pilnować z pisaniem, jak to zawsze robiła. xD
Kyane też była dużym wsparciem i motywacją.
Tak jak i moja siostra, która namówiła mnie do pisania tu!
Więc.
Nie zapomniałam o Was, a tym bardziej o blogu - zarówno jednym, jak i drugim!
Wrócę tu z nowym scenariuszem, tego jestem pewna.
Wytrwajcie i czekajcie na ten dzień! 
<3